Dawno nie pisalam ojjjjjj dawno ...i chcialam Was bardzo przeprosic , za to , ze nie pisalam , za to , ze nie odpowiadalam na komentarze...Glupio mi okropnie , tym glupiej , ze jestescie takie kochane , cieple i serdeczne .Przepraszam .
Musze strasznie uwazac , zeby sie zbytnio nie rozpisac i nie wylewac tu swoich zali .Postaram sie najkrocej jak umiem .
Zniknelam bo mi bylo ciezko , chowam sie wtedy w swojej skorupie i tylko czasami podgladam Wasze cudowne blogi. Ciezko jest nadal i to bardzo .Kiedy wydaje mi sie , ze gorzej juz byc nie moze , okazuje sie , ze jednak moze :( A ja juz mam dosc , jestem przerazona , zestresowana , wyzuta z wiary , ze kiedykolwiek bedzie dobrze ale przede wszystkim jestem zmeczona , okropnie zmeczona , chcialabym usnac i przespac reszte zycia . Musze czytac , czytac i czytac w kazdej wolnej chwili , np. blogi najlepiej te zupelnie inne, te , ktorych tematyka z niczym mi sie nie kojarzy , niczego nie przypomina , musze czytac , zeby nie myslec , czytac zeby nie zwariowac , czytac do momentu kiedy oczy mi sie same zamykaja.
Trafilam ostatnio na kilka ciekawych blogow , szczegolnie jeden mnie wciagnal , starsznie dluuugi , pisany od 2004 r .
Zaczelam od poczatku , blog jak dla mnie ciekawy , autorka wydaje sie byc swietna babka ,taka wiecie " babka z jajem" ;). Jestem moze w 1/3 bloga i co ? ...i tam tez zle sie dziac zaczyna , powaznie zle ...nie moge ...chyba nie da sie uciec , zawsze cos przypomina bolesna przeszlosc lub pokazuje co jeszcze zlego moze sie zdarzyc :(
Skoro uciec i tak sie nie da , to moze czasami tu wroce ...bo choc jest tu za wiele rzeczy , ktore wywoluja duchy przeszlosci to jednak lubie swoj blog , no i Was lubie :)
Nie bedzie ciekawie i inspirujaco , jestem daleko od wszystkiego co mnie nakreca .Nie mam tez za bardzo pola do popisu bo caly moj warsztat zostal w moim niewydarzonym domku , za ktorym cholernie tesknie .
Prace w domku z roznych przyczyn zostaly wstrzymane .Jedyne co to w koncu (chyba po 4 latach) wykonczylam moj starociowy stol .
(na zdjeciach widoczna moja swietna podloga , ostatni hit mody - betonowa wylewka ;)
Tak wygladal przed :

Ktoregos slonecznego aczkolwiek snieznego dnia , wyciagnelam grat na zewnatrz w celu oszlifowania . W mojej "posiadlosci " nie mam garazu ni zadnej wiaty , altany nic .Szlifowalam blat gdy z nieba zaczely padac wielki platy sniegu. Ja w jednej rece zmiotka (zmiatam nia snieg z blatu - doslownie co 10 sekund ) w drugiej szlifierka ...sasiedzi mieli ubaw :)



W akcie desperacji i z braku srodkow zrezygnowalam z wymarzonych dech podlogowych i walnelam panele , znaczy nie ja tylko moj kochany tatus kladl .Prawde mowiac myslalam , ze beda wygladac gorzej .A dechy , moze kiedys...choc latwo nie bedzie ..okno tarasowe (drzwi wlasciwie ) sa osadzone tak nisko , ze zadne legary mi sie nie zmieszcza, dzwi wyjmowac nie bede bo rozwalilabym tynk na zewnatrz a na nowy mnie nie stac :(
Zdjecie "robocze" nie robione na potrzeby bloga ale innym nie dysponuje .
Po lewej lazienka , oczywiscie tez do wykonczenia , jejuuuu ...bredze ...do zrobienia raczej.

Aaaaa, no i sama zapomnialam .Zielona scianka (murek 0 miedzy kuchnia a kacikiem szumnie zwanym jadalnia przyprawiala mnie o mdlosci , wiec ja malnelam ,na bialo oczywicie , podobnie jak prowizoryczne szafki kuchenne ...i jakos od razu lepiej sie czulam .
A tak w ogole to robie sie coraz grubsza , wieloryba zaczynam przypominac i nie powinnam zyc w takim stresie .Choc sa takie chwile ...czasami ...kiedy sie wymocze w cieplej wodzie , nasmaruje olejami roznymi , wskocze do lozka nadziewajac sie najczesciej na plastikowa wedke moich dzieci (taki patyczek ze sznureczkiem i maskotka na koncu :) , ktora to starsza z nich (Nadza) z premedytacja chowa mi w betach ,wlaczam laptop , ogladam blogi piekne, czytam historie ciekawe , wylaczam myslenie ...leze pod ciepla kolderka , z dziecmi spiacymi na moim dekolcie ...czuje ich oddechy , cieplo i bicie serca , a w brzuchu czuje jak trzecia mala "fretka" przebiera nozkami ...wtedy nawet jakos tak szczesliwa sie czuje ...