poniedziałek, 17 stycznia 2011

Takie tam jeszcze poświąteczne...

...bzdety ;)
Święta spędzaliśmy u rodziców , mimo to chciałam mieć choinkę , żywą oczywiście :) Kupiłam ładną , gęstą , niezbyt dużą , napiekłam i nalukrowałam pierników w żywych kolorach  :) W klamociarni kupiłam stojak pod choinkę , taki fajny ceramiczny , coś jak misa ...no i się zaczęło ...choinka niezbyt chciała się w tym stojaku trzymać , klęłam i kombinowałam pół dnia , ręce po łokcie miałam całe w czerwone kropki od igliwia , bajzel w chacie ... w końcu jakos się udało .Ubrałam drzewko w pierniki , spojrzałam i mówię do syna : " Wiesz kochanie , muszę przyznać , że tegoroczna choinka podoba mi się najbardziej ze wszystkich jakie miałam do tej pory".Zdjęcia nie walnęłam bo jakoś czasu nie było , dobrze , że mój tata zrobił choć komórką , jakość niestety wiadoma :(
Dziewczynki zostały w domu więc codziennie przychodziłam uzupełnić im karmę i wodę . W drugi dzień Świąt wchodzimy z tatą do mieszkania , do pokoju i ............masakra !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Choinka leży na ziemi, igliwie obsypane , pierniki zmasakrowane ! Woda ze stojaka się wylała roztapiając lukier z pierników , przyklejając pierniki i co gorsza igliwie do podłogi .Musiałam skrobać całą podłogę łopatką do smażenia bo inaczej nie dało się tego dziadostwa ruszyć !
Potem drżałam ze strachu czy aby fretki  nie odejdą  w zaświaty bo oczywiście zdążyły się najeść i zchomikować w swoich kryjówkach masę pierników .
Z powodu choinkowej masakry mam tylko dwa "robocze" zdjęcia pierników i jedno zdjęcie choinki ,  nie do końca ubranej  ,zdrobione z brzydszej strony :))))






Do tego następna wpadka , muszkowa tym razem :))) Tak to jest jak się nie myśli i szyje po nocach .
Wymyśliłam sobie muszkę dla synka , oczywsiście na Allegro nic mi się nie podobało , więc siadłam do maszyny , w nocy tuz przed Wigilią , zmęczona , ledwo widząca na oczy i kompletnie niemyśląca.
Muszka wyszła , nawet całkiem mi się podobała .W Wigilię , dumna z pierwszej popełnionej w życiu muchy, wystroiłam w nią synka ....nie przewidziałam jednego ...że dziecko sie ślini na potęgę i wszystko co wpadnie mu w łapki pcha w otór gębowy w celu przeżucia .A , że wiadomo , mucha znajdowała się blisko jęzorka , szybko została wymemłana puszczając przy tym brazowa farbę na piękną galową koszule hahahaha Durna matka nie przewidziała , że użyty na muchę sztruks będzie farbował  ! Cóż człowiek uczy się całe życie :)))
Przy okazji odkryłam cudownie odplamiające właściwości szarego mydła :) okazało się , że rewelacyjnie zapiera ufarbowane ciuszki :)



Czas kończyć bo syn z nudów  mnie  drapie , okłada pięściami i pluje próbując powiedzieć "brrrrruuum" :) No i do maszyny chcę usiąść , znaczy mam nadzieję , że syn mi pozwoli coś uszyć ;) a szycia mam sporo , bo z trzech zaplanowanych kompletów pościeli do łóżeczka uszyłam dopiero jedną ( właściwie nie wiem po co mi tyle ,skoro Adaś śpi w łóżeczku jedynie w dzień, w nocy nie może usnąc bez mamy ...dobra , dobra ...raczej mama bez niego  :))))) ręczniki z kapturkiem bo te kupne za małe się robią , no i planowaną od miesięcy girlandę z trójkątów , przypomniało mi  się o niej jak weszłam dziś na blog Zuzi (niestety nie mam tak bajecznych tkanin jak ona ale coś tam wymyślę ).
Pa kochane

piątek, 31 grudnia 2010

Szczęśliwego Nowego Roku !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

W nowym roku życzę Wam wszystkim samych dobrych chwil 
i tylko słonecznych dni,
dużo uśmiechu i radości ze wszystkiego co Was otacza,
wokół tylko życzliwyc i przyjaznych  ludzi .
Życzę Wam dużo , dużo zdrowia , 
bo to najważniejsze :)

 Grzecznych dzieci i grzecznych mężów ;)
żebyście miały czas realizować swe pasje
i żeby każy Was projekt kończył sie sukcesem
                                  
Tego życzę Wam moje miłe ,
Wam i sobie , 
bo każdy Wasz nowy post to dla mnie masa radości ,
czekam na nie jak na nowy numer ulubionego czasopisma :)
Buziaków 1000
i do zobaczenia w Nowym Roku 2011 !!!

P.S. oczywiscie na zdjeciu mialo byc 2011 rok hihi

sobota, 18 grudnia 2010

Groch z kapustą ...

w sensie misz maszu a nie wigilijnej potrawy ;) choć o wigilijnym jedzonku też trochę będzie. No i masa fotek , bo mi się wszystkiego jakoś tak nazbierało a czasu na pisanie brakuje , to po pierwsze ...nie po pierwsze to Adaś skończył dziś pół roku !!! Stąd ta masa fotek , takie zdjęciowe podsumowanie. Jejku ja normalnie nie mogę w to uwierzyć ! Nie dość , że czasem nie wierzę , że ja w ogóle mam DZIECKO , to , że to dziecko ma już pół roku ? ale mi to zleciało! Prawdę ludzie mówią , uciekający czas najlepiej widać po dzieciach .Mnie sie wydaje , że dopiero co rodziłam a młody juz uparcie próbuje siadać , wszystko co wpadnie w ręce pcha do buzi , próbuje ściągać skóre z fretek ;) i leje mamę  ile  wlezie.Ulubioną zabawą jest ściaganie dziadkowi okularów i wyrywnie mamie włosów. Jedynie miłość do cycusia pozostaje niezmienna :)

Fotki z półrocza na końcu , najpierw wrzucę swoje twory maszynowe i krótko (znaczy postaram się krótko) napiszę co u nas .

Na pierwszy ogień idzie Mikołajowa laska .Powstała w przypływie chwili , wię trochę niedorobiona jest . Trochę mało ją widać na tej focie , ale przed Świętami będą inne zdjęcie , z Adasiem :)
Właśnie , kobitki kochane , powiedzcie mi czym wy wypychacie wszystkie swe twory ? ociepliną czy czymś innym ? bo mi okropnie dużo ociepliny poszło  na tę laskę






No i wspomniana sowa  , równie, a chyba nawet bardziej, niedorobiona od laski .Szycie zygzakiem (nawet nie wiem jak to sie fachowo zwie hahaha)  wciąż mi krzywo wychodzi , szczególnie koła , łuki itp :( nic , trenować trzeba ;)
Najważniejsze , że sie memu potomkowi podoba :) chyba te wielkie , ciemne oczy go ciekawią , a "rogi" spełniają funkcję gryzaka (gryzaków typowych syn nie lubi i o...) i jeden róg jest już w kolorze zupki jarzynowej hahahaha








Ostatnio byłam w Poznaniu . Pierwszy raz zostawiłam me dziecię na cały dzień .Dziecie zniosło rozłąkę całkiem nieźle , gorzej moje cycki :))) bo ja laktatorem nie umiem , nie działa jakoś na mojej mleczarni , ręcznie idzie szybciej ale się człowiek zmacha, no i w ogóle warunków nie ma.Niefajnie jest siedzieć w kiblu w Ikei i ściągać mleko :( Właśnie , zaliczyłam oczywiście Ikee , no i oczywiście 99 % zakupów zrobiłam dla młodego .Ale fajnie było , jakoś tak inaczej ...chyba po prostu pierwszy raz spojrzałam na Ikeę oczami rodzicielki ...i wydała mi się jeszcze bardziej praktyczna , pomysłowa , przyjazna ,  rodzinna i kolorowa ...kolory , które wcześniej wydawały mi się za jaskrawe , teraz zaczęły mi się podobać .W ogóle ostatnio coraz bardziej do kolorów mnie ciągnie.Białe wnętrza dalej są na tak , ale jedynie jako tło , wciąż kolorów mi się chce :)
Tak w nawiasie , Nadża i Faiza były chyba pierwszymi fretkami w Ikei ;)))
Właśnie , fretki ...bo to z ich powodu to całe zamieszanie z Poznaniem .Pojechaliśmy głównie do weterynarza i głównie z Nadżą .Niestety , tak jak przypuszczałam , bidulka ma guza nadnercza ;((( Mam do wyboru 2 metody leczenia , implant i operacje a ja nie umiem zdecydować , tak bardzo się boję , że źle wybiorę ;(  Ona jest taka drobniutka i kruchutka :(


 


Fufcia ma się dobrze i wygląda naprawdę cudnie w swym zimowym futrze .Muszę przyznać , że ma najpiękniejsze futro jakie widziałam u fretek .Długi i gęsty podszerstek sprawia , że wygląda jak mały niedźwiadek ;) 
A tu przyłapana na gorącym uczynku :) załatwiła już trzy smoczki hihihi aaa ..wróć ..pięć bo jeszcze dwa od butelek. Adaś smoczkami gardzi , to niech choć Fufcia ma zabawę ;)


 

Jejku muszę już kończyć , mały jęczy obok , ja zaraz umrę z głodu , a jeszcze do rodziców idziemy, pierniki malować  , bo sama z młodym nie dam rady . 
Uwieczniłam pierwszy piernik Adasinka ;)
A pierniczki bardzo szybkie , proste i nie spadają z choinki , co zdarza się prawdziwym pierniczkom gdy zmiękną .Bo te w sumie to ciasteczka korzenne , jak je nazwała moja koleżanka , od której dostałam przepis , "Jadalne ozdoby choinkowe"(dzięki Pusiu)
.Piekę je już 4 rok z rzędu właśnie z przeznaczeniem na ozdoby choinkowe , ale musze przyznać , że zdarza mi się wyjeść ich większą część i muszę robić następną porcję , żeby choince łyso nie było ;)
Niewatpliwą zaletą tych pseudo pierniczków , jest to , ze  od razu nadają się do jedzenia , nie trzeba czekać by zmiękły , są kruche i chrupiące ale nie twarde :) 


350 g przesianej mąki
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli 
2 łyżeczki mielonego imbiru
2 łyżeczki cynamonu 
130 g zimnego masła
150 g cukru ( najlepiej caster sugar)
4 łyżki syropu klonowego lub golden syrup (ew. można zastąpić miodem )
2 roztrzepane żółtka  (białka zostawiamy do zrobienia lukru)

Imbir i cynamon można zastąpić przyprawą do piernika .
Przesiewamy mąkę , sól , sodę  i przyprawy .Masło kroimy na kawałeczki , siekamy z mąką i wyrabiamy  jak na kruche ciasto , czyli rozcieramy palcami z mąką by powstało coś w stylu kruszonki. Dodajemy cukier, miód lub syrop ,  żółtka i zagniatamy ciasto.Dzielimy na 3 części , robimy grube placuszki , zawijamy w folię i schładzamy przez pól godziny.Wałkujemy dość cienko, wykrawamy ciasteczka i pieczemy ok 12 min w 180 st . lub do momentu aż ciastka uzyskaja lekko (złotobrązowy) kolor .Malujemy lukrem :)

Aktualnych fotek nie mam , ale są to dokładnie te same pierniczki , które widnieją na tych zdjęciach :)

aaa , znalazlam jeszcze jedna fotke :)

Znów nie mam zdjeć ale chciałam Wam bardzo polecić Nalewkę Bożonarodzeniową . Jest super truper przepyszna ! Już od kilku lat robi zawrotną karierę w necie , ale jeśli jeszcze ktoś nie próbował  to zachęcam . Nie robiłam jej pzez dwa lata , ale pamiętam , że podpijałam ją już po 5 dniach :) Nastawiam ją dziś , powinna się zrobić do Świąt , a jeśli nie to będzie na Sylwestra :) Aaa i ja daję zwykła wódkę , taka jest delikatniejsza niż ze spirytusu :)

A tu już obiecane migawki z półrocznego życia Adasia :) Sama nie mogę uwierzyć jaki był maciupki i chudzieńki :)))

2 tygodnie 

 


Trzeci miesiąc

Czwarty miesiąc



Piąty mieisiąc

i w szóstym miesiącu

Przepraszam , że taki chaotyczny dzisiejszy post , ale tyle chciałam Wam powiedzieć a czasu mało .
zmykam bo młody już zły nie na żarty :)))






środa, 1 grudnia 2010

Majonez i czapa taka "se" ;)


Co tu dużo mówić ...kocham majonez :D
Do frytek , sałatek , pieczonych warzyw , do sosów czosnkowych , ziołowych itd. Mówię tu o polskim majonezie , zachodniego nie znoszę , białe Bóg wie co , jakies galaretowate takie , bez smaku i zapachu, a fee. Dla mnie majonezik musi być żółciutki , kremowy...
W polskich sklepach można jeszcze dostać całkiem niezłe smakowo majonezy , choć większość z nich zawiera konserwanty, no i co będziemy się oszukiwać ...daleko im w smaku do domowego majonezu.
Pewnie wiekszość z Was choć raz robiła majonez w domu , ale może przepis przyda się jakiejś początkującej pani domu :)



Uwielbiam majonez i nie przekonują mnie opinie , że jest niezdrowy .
Bo co tu niby niezdrowego , szczególnie w domowym majonezie ? Jedno żółtko ? łyżeczka musztardy? niepodgrzewany olej roślinny z pierwszego tłoczenia ?
W dzisiejszych czasach , gdy z pomocą przychodza nam elektryczne kuchenne przydasie , zrobienie majonezu w domu nie wymaga ani siły , ani zbyt wiele czasu. Do tego celu używam trzepaczki z blendera , który jest moim najlepszym kuchennym pomocnikiem i służy mi dzielnie od ponad 6 lat.
Majonez z całego jaja mi nie smakuje wiec robię z surowego żółtka . Niektórzy robią z roztartego , ugotowanego żółtka ...próbowałam i tak ale różnicy w smaku nie widzę , a na drugi dzień w majonez traci gładką strukturę , czuć jakby drobniutkie grudki .
Taki domowy majonez przechowywałam w lodówce najdłużej 2 dni , dłużej nie próbowałam .

Jeśli chodzi o składniki :
-najbardziej lubię taki typowo polski majonez , więc używam najzwyklejszej musztardy Delikatesowej (nie zdominuje smaku majonezu)
- jajka , baaardzo swieże , najlepiej ekologiczne lub z wolnego chowu (free range eggs)
- olej rzepakowy z pierwszego tloczenia (UWAGA ! ostatnie badania dowodzą , że olej rzepakowy jest równie zdrowy co oliwa z oliwek :)

Oczywiście możemy eksperymentować zarówno z olejami jak i rodzajami musztardy, dodawać na koniec różne przyprawy i zioła .Czasem używam musztardy miodowej, czasem , gdy chce uzyskać ostrzejszy smak , musztardy Colemans'a lub Dijońskiej.

Następna sprawa to gęstość majonezu - im więcej dolejemy oleju , tym otrzymamy bielszy i gęstszy . Do frytek , kanapek możemy zrobić lżejszy majonez ale do sałatek powinien być bardzo gęsty , żeby po wymieszaniu sałatka nam nie "pływała" ;)



Jeśli chodzi o temperature produktów - dobrze jeśli musztarda i żółtko są w tej samej temp. , olej bez różnicy ( u mnie stoi na blacie a jajko i musztarda jest z lodówki ).

Składniki ubijam robotem ustawionym na najwyższe obroty ale nie turbo.
Jeśli podczas przygotowywania majonez zacznie nam się ważyć (czyli zacznie nam się robić jakby drobna jajecznica) zazwyczaj pomaga zwiększenie prędkości na turbo .
Ręcznie nie robię , mam za słabe ręce do takiego długiego ubijania ;)))

Zrobienie majonezu zajmuje mi góra 5 min.
Proporcje to zawsze 1 płaska łyżeczka musztardy na 1 żółtko .
Porcja z 1 żółtka (widoczna na zdjęciu) to porcja do1 dużej porcji frytek dla osoby baaardzo lubiącej majonez :) lub porcja wystarczająca do małej sałatki ( typu np. puszka tuńczyka , puszka kukurydzy , 4 jajka na twardo , 1 mała cebula)
Oleju ...to już będziecie widzieć :) zależy od konsystencji jaką chcemy uzyskać .

Dobra...zaczynamy :)

1 żółtko
1 płaska łyżeczka musztardy
olej
szczypta soli
odrobina octu winnego lub sok z cytryny

Żółtko i musztarde chwilke miksujemy by skladniki sie połaczyły. Powoli dolewamy olej cienkim strumieniem bądz łyżka po łyżce .Gdy porcja oleju dobrze się połączy dopiero dolewamy następną ...i tak do uzyskania pożądanej konsystencji.
Na koniec solimy i doprawiamy octem lub sokiem z cytryny . Jeśli ocet rozrzedzi nam majonez można znów dolać trochę oleju i zmiksować.

P.S.
Jeśli odstawimy majonez na chwile przed spożyciem , mogą się w nim zrobić białawe plamki ...proszę sie nie bać to tylko sól :)

Powodzenia i smacznego :)



Trochę długi post mi dziś wyszedł :))) Zanudzę Was fotkami i w ogóle hahaha.
Pokażę jeszcze czapę jaką uszyłam .Zwykła taka , nic specjalnego , w sumie to ja nawet polaru nie lubię no ale... potrzebowałam czerwonej czapy dla synka , koniecznie z nausznikami i wiązanej , inne nie mają sensu, no i z pomponem konkretnych rozmiarów miała być :) Szukałam , szukałam i nic mi się nie podobało , albo było bez nauszników.
W końcu postanowiłam iść do mamy i nauczyć się robić na drutach !!!
Już wyjaśniam dlaczego to wyczyn dla mnie wprost heroiczny :)))
1.kiepsko się z mamą dogaduję , a już , żeby mnie czegoś nauczyła i nie skończyło się to krzykami i nerwami ...raczej bez szans (ona nerwus , ja tyż )
2. właśnie nerwus ze ,mnie okropny i o ile do gotowania ,odnawiania mebli i prac ogrodowych mam dużo cierpliwości , do szycia średnio a do szydełkowania i drutów ...zero :(
Pamiętam z dzieciństwa gdy uczyłam się robić na drutach i szydle , gdzieś tam mi to przyjemność ale po pomyleniu drugiego oczka traciłam zimna krew , prułam wszystko w istnym szale , rzucałam drutami i kłebkami o ściane , krzycząc , że nigdy tego gó... więcej nie tknę.
Ja naprawdę nie wiem dlaczego robótki ręczne potrafia mnie do takich stanów doprowadzać , no wstyd aż ...:(
Poszłam , usiadłam , mama pokazała , ja zaciskałam zęby , żeby znów w szał nie popaść i dziecka nie wystraszyc , kawałek zrobiłam i pełna zapału postanowiłam udać się na poszukiwania odpowiedniej wełny...i na tym koniec :(
Następnego dnia ruszyć ręką nie mogłam .Od dłuższego czasu pobolewała mnie ręka w przegubie, prawa jak na złość . Drutami sobie doprawiłam , jeszcze parę razy w nocy wygięłam rękę i wyłam z bólu . Ścięgno mi się zmasakrowało :((( brzydko mówiąc udupiona jestem :(
Uszyć niby coś tam mogę , ale z cięciem nożyczkami jest cięęęęężko , ciasta zagnieść też nie mogę ,eeee w ogóle wściekła jestem .A miałam tyle planów dekoracyjnych na święta , buuuu...
Lekarze , no co ja Wam mówić będę ..."unieruchomic" ???????? niby jak ???? z prawie 8 kg dzieckiem , z którym jestem sama 24 h na dobe ? szkoda gadać ....
I tak się męczę ponad miesiąc , oczywiście "doprawiając" sobie te rękę co chwila, bo korci mnie żeby cuś porobic.
No i się zaplątałam , wracając do czapki :
z robienia na drutach nici , wić wymyśliłam sobie czapkę ze starego szalika . Za piękna nie jest , ( na szczęście mojemy terroryście we wszystkim ładnie :D ) ale robisię ją raz ,dwa ,trzy i baardzo prosto.

Przymiarka

i w użyciu :)











Na koniec Ptyś w innej czapie czyli póby przed sesją w świątecznych strojach .
P.S.
Coć mnie strasznie na renifery w tym roku naszło :)







niedziela, 28 listopada 2010

Dorwane , wyszperane

Witajcie kochane :)
W końcu mam poskie znaki :) postaram sie ich używać , postaram bo paluchy mi sie odzwyczaiły od wciskania alt gr, więc wybaczcie jeśli gdzieś będzie brakować kropek , ogonków itd .;)
Znowu internet mnie dobija , tym razem nie mobilny ale jakiś inny dziwny wynalazek , miał być super a jest do kitu :( W dodatku muszę cicho chodzić po klawiaturze , żeby się Ptyś nie obudził , bo się mała wredota budzi nawet na dźwięk stukania w klawisze .
Tak poza tym to utknęłam póki co w kawalerce , żeby być bliżej rodziców, więc możliwość zrobienia czegokolwiek graniczy z cudem :( Kuchnia maleńka , zostaje tylko pokój , w pokoju śpi Ptyś i tak o ...
Prosiłyście o fotki Adasia i w sumie głównie o nim miał być dzisiejszy post ale wybaczcie , padam na twarz .Dziś bedzie króciutko , muszę zagrzebać się w bety bo następnej nieprzespanej nocy nie przeżyję .

Na początek wyszperany na dzisiejszym targu miś .Coś mi się obiło o uszy , że jakoś Dzień Misia był , moje prywatne misiaki ( bo ten oczywiście Adasiowy jest ) zostały w moim domku ,więc pokazuję chociaż tego zdobycznego .Jeszcze imienia nie ma , jakieś hamerykanckie powinno być ale nic ciekawego mi do głowy nie przychodzi .



Teraz puszki , Biedronkowe , bo czasem o dziwo i w Biedronkowie coś fajnego sie trafi :)))
Tę kupiłam kilka miesięcy temu , pierniki pochłonęłam i została bryka , pierwsza fura Adasia ;)





Tę dorwałam kilka dni temu ...uwaga ...zawartość 1,3 kg ciastek ! Ja normalnie słonożerna jestem ...owszem domowe ciasta , ciasteczka chętnie ale bez szaleństwa , no jakos do słodyczy mnie nigdy nie ciągnęło , zamiast czekolady wolałam pożreć michę domowych frytek z majonezem , paluszki , oblepiony solą słonecznik...a teraz to jakaś masakra jest !!! Np. kawałek ciasta wielkości zeszytu , plus ok. 10 ciastek lub 2 opakowania Delicji za jedym posiedzeniem , serio masakra co te hormony z kobietą zrobić potrafią .Tak sobie wykombinowałam , że syn chyba mleko mocno słodkie chce mieć i wysyła mi, jakieś fluidy wpędzające mnie w cukrowy amok , no bo co innego ? nawet w ciąży tyle słodkości nie jadłam :o
Na szczęście kuzynka mnie pocieszyła ,ze miała tak samo , wróciło do normy gdy przestała robić za mleczarnie ...oby to rodzinne było.
No ...a puszkach miało być ...fajna jest bo ogromna i w ogóle mi się podoba . A ciastek już wcięłam połowę ...700 g w 2 dni ...litości !!!



środa, 17 listopada 2010

H&M Home



Tak sobie szperalam w dzieciecych ciuszkach H&M , szperalam na stronie bo ugrzezlam na prowincji , do najblizszego sklepu daleko , ceny na Allegro dziwnie wysokie wiec szperam w necie ...a tu taka niespodzianka , przynajmniej dla mnie ...
Nie wiem czy ja to przeoczylam czy H&M Home po prostu jeszcze do nas nie dotarlo??? W sumie z Zara Home bylo podobnie ...
Choc znajac moje roztargnienie pewnie dawno juz widzialyscie linie H&M Home .W kazdym razie mile mnie zaskoczyli .
Jest i po skandynawsku z surowymi szarosciami lnu , napisami rodem ze starej poczty , z prostymi swiatecznymi motywami , biela i czerwienia ale jest i romantycznie , bialo , koronkowo.Jest tez glamour , srebro , zloto i krysztalki , jest tez troche w stylu lat 50- tych, roz i grochy , pastele i slodkie pocalunki ;)



Kazdy znajdzie cos dla siebie .Mi sie strasznie podoba :) Wiem , ze powinnam napisac cos innego po tak dlugiej przerwie , no ale nie moglam sie opanowac i musialam do Was napisac o tym znalezisku bo az mi slinka cieknie , ach , a co ja Wam bede opowiadac , idzcie i same zobaczcie :) Milego ogladania :)

H&M Home




Sypialnia



Lazienka



Kuchnia

Salon


Fotografie :H&M .com

poniedziałek, 4 października 2010

Konkurs wyniki



Zwyciezca konkursu Philipsa "Czas na zmiane " zostaje ...

que.guapa.gapa


ktora jako swoja ikone mody opisala Jennifer Aniston :


"Ostatnim razem kupowałam żelazko (nomen omen Philipsa ;)) w czasach, gdy na wybiegach prym wiodły piękne supermodelki Kate Moss, Claudia Schiffer, Linda Evangelista, Christy Turlington, Naomi Campbell czy Karen Mulder, w kinach zachwycała wszystkich seksowna Sharon Stone w “Nagim instynkcie” oraz intrygująca Uma Thurman w “Pulp Fiction”, w telewizji największą popularnością cieszył się serial “Przyjaciele”, na ekranach komputerów królowała Lara Croft w stroju Alexandra McQueena , a na scenie światowego popu pojawił się zespół The Spice Girl... Zwariowane lata 90. to nie tylko czas moich pierwszych modowych fascynacji, ale również pierwszych życiowych decyzji. Do drugiej grupy zaliczam m.in. wybór męża oraz... żelazka ;) Jeżeli zaś chodzi o ikonę mody, to dla mnie była nią wówczas (i pozostała do dzisiaj) Jennifer Aniston, czyli serialowa Rachel z serialu “Przyjaciele”. Jej sposób ubierania oraz fryzury budziły mój niekwestionowany zachwyt! Ileż to razy prosiłam mojego fryzjera, by ściął mi włosy “na Rachel”, a ten z pobłażliwym uśmiechem spełniał tę prośbę. Problemy zaczynały się, gdy w domu musiałam je samodzielnie wymodelować... Niestety, nad moim wizerunkiem nie czuwał sztab stylistów, ale starałam się jednak jak mogłam. Oglądając “Przyjaciół” wychwytywałam każdy strój, w jakim na ekranie pojawiała się Jennifer Aniston i próbowałam go - mniej lub bardziej umiejętnie - naśladować. A kiedy aktorka pod koniec lat 90. zaczęła pojawiać się w towarzystwie boskiego Brada Pitta... emocje sięgnęły zenitu! Co prawda, moje żelazko przeszło próbę czasu nieco lepiej niż związek Jennifer i Brada, ale i tak jestem zdania, że tak jak zmienia się moda, tak samo od czasu do czasu warto wymienić żelazko na nowszy model ;)"

Gratuluje i prosze o przeslanie , w ciagu 7 dni, danych adresowych abym mogla je przekazac organizatorom konkursu, ktorzy wysla do Pani nagrode :)