niedziela, 13 maja 2012

Szparagowe ostatki ?

Targ dwa tygodnie temu ...szparagi cena 8 zł za pęczek .  Targ w  ostatnią środę ... szparagi cena 5 zł. za pęczek , mój ulubiony sprzedawca warzyw i sadzonek proponuje mi 2 pęczki za 8 zł ...czy sezon szparagowy dobiega końca?
Kiedyś bardzo lubiłam białe szparagi , teraz  zdecydowanie wolę zielone .Mają wyraźniejszy smak są  i są dużo  łatwiejsze w przygotowaniu . Bez kłopotliwego obierania , wystarczy chwycić szparag na obu końcach i zgiąć .Szparag łamie się , oddzielając część nadającą się do spożycia (tę z główką) od zbyt łykowatej , którą można wykorzystać do nadania smaku zupom warzywnym  lub zużyć do przygotowania kremowej zupy szparagowej (w tym przypadku ugotowane końcówki szparagów przecieramy przez sito).

Zielone szparagi najbardziej lubię na śniadanie : ugotowane lub upieczone na patelni grillowej ,podane z jajkami na miękko .I ten rytuał maczania główek szparagów w żółtku jaja  mmmmm...
Ale "debeściakiem" są szparagi weekendowe również w wersji śniadaniowej  . Zgrillowana bułka , na to plaster szynki lub podpieczonego bekonu , jajko w koszulce , całość polana domowym sosem holenderskim a do tego szparagi ....czasochłonne , istna bomba kaloryczna ale boskie :) istne niebo w gębie :)

Tym razem jednak zaproponuję Wam szparagi w wersji szybkiego, 30 minutowego  (pomijając przygotowanie bulionu) obiadu , idealnego na gorące wiosenne dni gdy nie chce się stać przy garach ;) czyli  szparagowe risotto .
 Danie również dla dzieci . Co prawda musiałam nieco dłużej niż normalnie gotować risotto, bowiem Adaś nie toleruje makaronów czy  ryżu w wersji al dente... ale co tam rozgotowane risotto ...liczy się  rączka ochoczo machająca łyżką , miska opróżniona do dna i uśmiech na twarzy małego krytyka kulinarnego ;)



Przyznaję , że wszelkie risotta robię na oko . Szklanka ryżu , chlust oliwy , cebula , dzbanek bulionu , chlust wina , łyżka masła, 2 garście startego parmezanu   i dodatki .
Dlatego po proporcje udałam się na blog mojej ukochanej Eli , gdzie znalazłam przepis na szparagowe risotto w wersji lux . Ela na kuchni włoskiej się zna , możecie mi wierzyć :) tak więc jeśli będziecie kierować się jej wskazówkami na pewno risotto uda Wam się znakomicie .

W moim risotto pominęłam krewetki i kawior. Użyłam ryżu Arborio i domowego bulionu drobiowego , w którym ugotowałam końcówki szparagów dla lepszego smaku risotta .

Cytuję za Elą :

"dla 4 osob

- ok.600g szparagow
- 1 cebula drobno pokrojona
- 2 lyzki delikatnej oliwy
- 300g ryzu Vialone Nano
- kieliszek prosecco lub bialego wina (uzylam wloski spumante brut)
- ok 1,5 l warzywnego bulionu

mantecatura:
- lyzka tartego parmezanu
- lyzka masla

Szparagi umyc, oderwac lykowata czesc. Odciac czubki i odlozyc je na bok. Reszte pokroic na nieduze kawalki. Cebule podsmazyc na oliwie na bardzo malym ogniu, gdy juz zmieknie dodac szparagi i podsmazac przez ok. 5 minut. Nastepnie dodac ryz, zamieszac i podsmazac, az zacznie sie przyczepiac do scian garnka. Wtedy dodac wino i poczekac, az odparuje alkohol. Od tego momentu malymi porcjami dodawac bulion warzywny. Gdy ryz bedzie al dente, dodac czubki szparagow, zamieszac i zdjac garnek z ognia. Dodac maslo i parmezan i energicznie wymieszac."


 fot. Hubert Burda Media


Na koniec chciałam zapytać czy znacie czasopismo "Sielskie Życie" ?  Natknęłam się na nie dopiero kilka dni temu , na okładce widnieje napis "Nowość " choć z tego co sprawdziłam w internecie , wynika , że już kilka numerów się ukazało .
"Sielskie Życie" nie jest magazynem wnętrzarskim a czasopismem o życiu na wsi ( jak sama nazwa mówi ;): mnóstwo tu ciekawych opowieści o ludziach , którzy porzucili zgiełk wielkich miast i znaleźli swe miejsce wśród łąk i lasów , jak również o tych , którzy zostali na ziemi swych ojców i kultywują tradycyjne rzemiosło lub  hodują warzywa , produkują sery , prowadzą gospodarstwa agroturystyczne .
O ogrodzie , o zwierzętach  , o tradycji polskiej wsi i wiele ciekawych przepisów kulinarnych . Bardzo wsiowo , naturalnie , sielsko :) Mi się spodobało , ciekawa jestem czy Wam również ?

Spokojnego weekendu Wam życzę
Buziaki




 

sobota, 5 maja 2012

Majówka pełna smaków i konik na biegunach

Witajcie moje miłe :) 
Jak mija Wam długi weekend? Mam nadzieję , że maj uraczył Was słońcem , że spędzacie miłe chwile w rodzinnym gronie i podobnie jak my ,cieszycie się  zielenią młodej trawy ,  kolorami wiosennych kwiatów , odurzającym zapachem bzu i ciepłem wiosennych promieni na skórze :)

Wysoka temperatura oraz masy weekendowiczów  , które zaatakowały naszą mieścinę , sprawiły , że poczułam ...lato :)
 Zazwyczaj w połowie  sezonu zaczynają nużyć mnie tłumy w naszym małym miasteczku , ale gdy w cieplejsze weekendy maja  pojawiają się przyjezdni , senne miasteczko  budzi się z zimowego snu  :) Plaża zapełnia się  piszczącymi  radośnie golaskami  pluskającymi się w wodzie , wieczorem knajpki przy  promenadzie otwierają swe podwoje ,  rodziny spacerują przez  pokryty bluszczem park by w końcu dotrzeć nad jezioro , gdzie kaczki i łabędzie czekają na kawałki chleba rzucane im przez małe , pulchne rączki . Piszę do Was siedząc w kuchni przy otwartym oknie , powietrze pachnie latem a znad jeziora dobiegają dźwięki muzyki ....Zaczyna się sezon , pora na słońce , kolory , zabawę i radość ...jednym słowem wakacje :)  mieszkając w miejscowości wypoczynkowej ma się wrażenie , że wakacje trwają od początku maja do końca września ;)
Sezon wakacyjny to też imprezy rozmaite : jezz , blues, reggae  i inne koncerty , kabarety  i moje ulubione jarmarki :)
A tam ,jak to na jarmarkach , mydło i powidło ;) tu coś struganego , tam malowanego  czy glinianego a za rogiem miód , chleb, kiełbasa , sery kozie i krowie ...



A chleby pikne  były  ...wiejskie na zakwasie , pieczone w starym piecu na liściu kapusty i cudne ciemne ,wileńskie na liściach różnorakich w tym na liściach tataraku .

I ekologiczne sery co się w ustach  rozpływają .Szczególnie jeden mój faworyt , krowi , krótko dojrzewający podpuszczkowy ....mmmmmmm...niebo w gębie .  I prawdziwe kwaśne mleko , takie jak z dzieciństwa pamiętam , idealne na upały :)  Okazuje się , że te pyszności dostępne są o rzut kamieniem , u Państwa Czerwonka w Gospodarstwie Ekologicznym "Agatka"  w Krzepielowie .

Rękodzieło może nie powalało ale i tu dało się wyszukać kilka ładnych rzeczy . Zawieszka samochodzik i ptaszki ( te widoczne na górnym , środkowym zdjęciu)  po nadaniu im kolorów zawisną w naszym domu.


Zmęczonych upałem i wygłodzonych turystów ,  Panie ze Stowarzyszenia Aktywnych Kobiet (prawda , że fajnie brzmi ? :) raczyły domowymi specjałami .

A jakże kolorowo było na straganie Państwa Onyśków z Wichowa ! Pani Onyśków piecze przepyszne ciasta , niejednokrotnie wyróżniane w lokalnych konkursach na najlepsze domowe wypieki .Do tego maluje zabawki tworzone przez męża .


Na ich stoisku można nabyć ozdoby i zabawki  malowane lub surowe , skosztować pysznych ciast (choćby popisowego Porzeczkowca Pani Onyśków ) jak i pogawędzić z tymi przemiłymi ludźmi .
Gdy spytałam o wizytówkę , Pan Onyśków odparł , że właśnie się skończyły ale szybciutko wygrzebał katalog z wystawy w 1979 roku , na której  zdobył nagrody  za swe wyroby :)



Z wizyty na Onyśkowym straganie wyszłam z szarym konikiem na białych biegunach i mieczem z surowego drewna . Adaś był zachwycony prezentami  , najpierw ćwiczył władanie mieczem ,okładając dziadka to z prawa to z lewa , wybuchając przy tym gromkim śmiechem , później chwycił konika i nie wypuścił go z rąk dopóki nie usnął ;)

Do swej torby z jarmarcznymi zakupami dorzuciłam też ciekawostkę w postaci bażancich jaj...



oraz wileński chleb na tataraku i kwas chlebowy


W jarmacznych zakupach towarzyszył mi mój ukochany tata i siostra ze swym wiernym towarzyszem Harrym , który jak na psa pasterskiego przystało  , miał ochotę wypasać . Z braku owiec postanowił opiekować się ..owczymi skórami ...mocno rozbawiając tym nie tylko nas ale i właściciela stoiska  :))) 
Harry tak zmęczył się wypasaniem , że siostra musiała go napoić wodą z hydrantu :)))


 Majówką najbardziej zachwycony był Adaś :) przesypywanie piasku do baseniku i wody z baseniku do piaskownicy , polewanie Tosi i Harrego wodą , brykanie z tymi dwoma stworkami  po całym ogrodzie , tratując babcine rabatki :))) Oraz debiut z  tryskająca wodą ślizgawka ....mokry , umorusany , roześmiany i szczęśliwy na maxa :)


Ściskam Was mocno i życzę ładnej pogody na weekend :)

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Wyniki Candy :)

Witam Was w ten kolejny , cudnie słoneczny dzień :)

Adaś przeprowadził pierwsze w swym życiu losowanie :)



 A oto wyniki :

Pierwszy zestaw powędruje do
                                                        Cienka

Drugi zestaw otrzymuje
                                         
                                                  Patt

Gratuluję dziewczyny !

Teraz czekan na wasze adresy .Proszę o kontakt pod adresem thevintagecompanypl@gmail.com w terminie do 7 dni od dziś .

A wszystkim pozostałym życzę udanej majówki i zapraszam na następne candy , które planuję za jakiś czas :)
Uściski

sobota, 28 kwietnia 2012

Słoneczny post

W końcu jest ciepło :D..... co ja mówię  jest gorąco , jest bosko , dokładnie tak jak lubię !
W mieszkaniu poranek był dość chłodny  , ale gdy otworzyłam okno uderzyło mnie gorące, suche  powietrze  i od razu poczułam przypływ radości i energii :)
Ten dzień MUSIELIŚMY  spędzić na dworze...bajzel w domu , góra prania ale jak nie wykorzystać tak cudnej pogody ? Prawie 2 latek plus fretka  w ogródku ... przyznam , że taki zestaw to nie lada wyzwanie ;) oczy dookoła głowy bo duet A&T to przebiegłe bestie i tylko czekają na moment mojej nieuwagi by coś zbroić ...:)))
Tosia z zawrotna prędkością ryjąca  łebkiem to w grządkach , to w piaskownicy,  Adaś sypiący piaskiem i ziemią to na Tosię , to na mamę ...brudni jak nieboskie stworzenia ale strasznie szczęśliwi :)

Na jednym zdjęciu tuż za ogonkiem Tosi widoczna jest mokra plama ...to nie to co myślicie  ;)  to wynik ulubionej zabawy Adasia, czyli zasysanie wody ze wszelkiego rodzaju kubków niekapków , bidonów itp . po czym wypuszczanie zawartości napompowanych policzków na ziemię ( lub podłogę w domu wrrr) w celu rozmazania mokrej plamy najbardziej jak się da :)))

W końcu udało mi się wstąpić  do kwiaciarni  po tabliczki Home& Garden . Na razie zaległy na półce , która czeka na odnowienie. Tabliczka Garden zawiśnie oczywiście w ogródku, w tycim ogródku.
Jeszcze nie wróciłam do swojego domku :( i  tkwię w "tymczasie" czyli w maleńkim mieszkanku . Do mieszkania przynależy ten właśnie tyci ogródek , zlokalizowany pod blokiem na tyłach garażu .Dookoła równie małe ogródki a właściwie ...kurniki . Jest ciasno i po prostu brzydko . Ale dla mnie nawet taki skrawek ziemi to radość z możliwości  hodowania warzyw .


Grządki  są maleńkie , bo choć ogródka nie przeznaczyłam na cele wypoczynkowe ( zdecydowanie wolę wylegiwać się w ogrodzie rodziców ) to zależało mi na miejscu na Adasine zabawy ( piaskownica , mały basenik) by mój mały rozrabiaka miał się czym zająć gdy mama grzebie w ziemi .
Niby miejsca mało , ale w zeszłym roku  plony z tego skrawka zupełnie nam wystarczyły , nie robiliśmy co prawda przetworów , ale na bieżące potrzeby  było  nawet ciut za dużo .
 4 krzaczki  ogórków (prowadzonych na linkach w górę , polecam ten sposób uprawy ) , rzodkiewki, marchewka , seler naciowy , kilka gatunków sałat  , zioła, 8 krzaków pomidorów , fasola i groszek cukrowy na płocie ...

Pomidory rosły przecudnie .Raz , za sprawą dobrze nawiezionej gleby ( kilka lat temu ten ogródek również był kurnikiem :) , dwa , że w pobliżu nikt  nie sadzi pomidorów , tak więc zaraza ziemniaczana dotarła do mnie dużo później .Jeszcze we wrześniu zbierałam takie bycze ;) bawole serca .



Nie o warzywach miało być,  jednak ciężko jest mi się przystopować . Temat hodowli warzyw wywołuje u mnie niekontrolowaną paplaninę ;) Ale same powiedzcie ... czy jest coś lepszego niż zerwany porankiem ,soczysty , pachnący słońcem  , ekologiczny pomidor ?

Na razie w warzywniku, na obrzeżach grządek  (szumna nazwa haha) rośnie jedynie szczypior i groszek cukrowy . Zmaltretowałam mojego cudownego tatę , żeby pomógł mi w małym liftingu ogródka.
 Cel : zlikwidować budowlę koszmarek, odziedziczoną po poprzednich właścicielach  .
Taki ogrodowy namiot tyle , że ten sklecony  z zespawanych rur ,wmontowanych prawie na amen w ziemię, pasiastych, materiałowych ścian i dachu z plastikowego , plecionego materiału , który w ciągu ostatniego roku został doszczętnie rozszarpany przez  gołębie sąsiada . Obraz nędzy i rozpaczy w dodatku zajmujący zbyt wiele miejsca na tak małej przestrzeni.
Żeby wynieść to "bydlę" musieliśmy stąpać po grządkach , tak więc nie było sensu nic na nich siać czy sadzić .
Na miejscu "obrazu nędzy " będzie szopka , którą dostałam jeszcze w Anglii od polskich sąsiadów. Szopka jest w stanie lekkiego rozkładu ;) rozłożona na części przeleżała bidulka rok w ogródku w Anglii a tam wiadomo ...deszczowo.  Początkowo szopka miała stanąć przy moim domu jako składzik na opał , ale , że wciąż jestem w "tymczasie" , zdecydowałam się ja zamontować w moim przygarażowym mini ogródku . Nie ważne , że rozklekotana ...ważne , że mała i drewniana...z drewnem zawsze da się coś zrobić :)
Mój super tata zabrał się do dzieła i jakimś cudem udało mu się złożyć sponiewieraną szopkę .
Jeszcze tylko pomoże mi we wstawieniu szyby i obłożeniu dachu , później ja przejmuję pałeczkę i przystępuję do prac wykończeniowych ...dosianie trawnika , obsadzenie szopki kwiatami itp. Oczywiście najpierw mam zamiar ją pomalować .Wciąż się waham czy wybrać kombinację błękitu z białymi detalami (rama okna, mocowanie drzwi ) czy na odwrót.
Na koniec wyłożę część ścian i ogrodzenia  słomianą matą , mam do niej słabość ... wydaje mi się, że tworzy bardzo sielski klimat :)
W pracach dzielnie pomagał Adaś ;) i co jakiś czas umilał mi pracę , przynosząc w zaciśniętej piąstce kwiatki mlecza :) Fajnie mieć takiego małego rycerza :D


Ściskam Was mocno





piątek, 20 kwietnia 2012

Candy

Niewielki pająk za oknem nie może się zdecydować , schodzi w dół , buja się chwilkę i wraca do góry , cały czas na jednej nici pajęczyny :))) Biedak chyba  nie wie co ma robić bo  pogoda też nie może się zdecydować, to pada deszcz to świeci słońce. Mam nadzieje , że w końcu zrobi się ciepło i słonecznie bo mam po dziurki w nosie zimna, wiatru  i deszczu , chcę słońca, słońca i jeszcze raz słońca ! Chcę ciepłej wiosny , radości i dobrego humoru , który zawsze towarzyszy mi w słoneczne dni , wtedy cały świat wydaje się piękniejszy :)
W jednej z ulubionych bajek mojego synka Norek mówi do małego kaczorka : "Wiosna to owce ..."
No cóż , nornikiem nie jestem, góralem też  i wiosna niespecjalnie kojarzy mi się z owcami na zielonych pastwiskach ;) za to  zdecydowanie kojarzy mi się z kwiatami i kolorami  . By umilić sobie oczekiwanie na nadejście słonecznej pogody , wprowadzam do domu coraz więcej pastelowych akcentów.Może to przywoła słońce ? ;)
A żeby i Wam zrobiło się  , organizuję małe  candy  .
Do wygrania metalowe osłonki na doniczki we wiosennych , wesołych kolorach. Wczoraj odwiedziłam nowy SH i trafiłam na pościel w kwiatuszki , więc do każdego zestawu dokładam po kawałku tkaniny.
- zestaw nr. 1 kwiecista tkanina i duża , błękitna osłonka
- zestaw nr.2. kwiecista tkanina i 2 małe osłonki ( błekitna i zielona)



Zasady pewnie większości z Was znane:
- na swoim blogu , w bocznym pasku wklejacie zdjęcie z tego postu wraz z odnośnikiem do mojego bloga (czyli taką aktywną fotkę ;)
-w komentarzu pod postem zgłaszacie chęć udziału w Candy
- czekacie na losowanie  , które odbędzie się 30 kwietnia;)



 Zmieniłam co nieco w kąciku Adasia  . Właściwie tylko przerobiłam troszkę jego łóżeczko . Wywaliłam szczebelki z przedniego panelu , dolną listwę przykręciłam do góry nogami by nie było widać dziur po szczebelkach (samej listwy nie widać na zdjęciu , przykrywa ją kapa ;) , a górną listwę zamontowałam na środkowych dziurkach  ( środkowy poziom wysokości materaca) jako zabezpieczenie przed wypadnięciem mojej myszki z wyrka. Dziś testowaliśmy i zdało egzamin...listwa jest na tyle nisko , że Adaś jest w stanie wdrapać się do łóżeczka ale z niego nie wypada podczas snu :)
 Kapa i poduchy to jedynie przymiarki  do zmian kolorystycznych i ochrona pościeli przed Tosią ;) Na razie jestem na etapie zbierania dodatków do kącika w stylu morskim ( choć pewnie bez kilku "ato" (aut ) się nie obędzie ;) oraz planowania zestawienia kolorystycznego . Jesli ktoś z Was zna jakieś fajne miejsce w sieci z dodatkami marine , będę bardzo wdzięczna za adresy :) Największy problem będzie z dywanem .Szukam czegoś w rozsądnej cenie ale bezpiecznego dla szalonego prawie dwulatka . Obecnie mam niebieski dywan Fabler bodajże (ikeowski) , jego wzór nie pasuje do pokoju morskiego ale za to ma solidny , gumowy spód i jest łatwy w czyszczeniu. 


                                

Na koniec chciałam się pochwalić , że Tosia niedawno została kobietą ;) a jednocześnie jako pierwsza z moich ogonków nie została brutalnie pocięta w celu sterylizacji , co niesie za sobą nie tylko ryzyko niewybudzenia się z narkozy i innych komplikacji pooperacyjnych , ale również zwiększa ryzyko zachorowania fretki na guza nadnerczy (Nadża [+]) . U Tosiaczka zastosowaliśmy ( znaczy ja się zdecydowałam a wykonał kochany dr.Botko :) nową metodę tj. wszczepienie implantu Suprelorin.  Na razie wszystko jest w najlepszym porządku : wisienka maleje w szalonym tempie , ustąpił okropny łupież , Tosia jakaś jeszcze bardziej żwawa i radosna niż podczas rujki ( implant najlepiej wszczepić przed rują , my niestety nie zdążyliśmy...Toska zarujkowała akurat podczas urlopu naszego "dr. Dolittle " , a ja , szczególnie po śmierci Fufci ;( innym wetom nie ufam ).
Mam jedynie nadzieję , że Tosik po ustąpieniu rujki nie zmieni swego zachowania , bowiem ....no jest cudnie po prostu !!!! Po ok.8 miesiącach z nami , Tosia najbardziej gryząca z moich fret , na początku wręcz dziko gryząca , zmieniała się we fretkę cud ! ( no prawie ;) Śpi w jednym pokoju ze mną i Adasiem !
Gania z młodym i krew się nie leje :))) jedynie pozostał jej jakiś wampirzy popęd do moich kostek u rąk :)))
Żeby było jasne :
mimo wszystko dalej stoję na stanowisku iż fretka i dziecko to ryzykowny pomysł dla ludzi , którzy już fretki posiadali , dla rodziców , którzy z fretkami nie mieli  nigdy przedtem do czynienia..., powiem brutalnie , pomysł po prostu skończenie głupi :(
Mi , osobie mającej do czynienia z fretkami od ponad 10 lat , "wychowanie" Tosi zajęło masę czasu , kosztowało masę nerwów , litry krwi ;) ,dziesiątki  nieprzespanych nocy , setki chwil zwątpienia i morze wylanych łez ( ciężko było , aż mi jakoś łzy popłynęły na wspomnienie tych miesięcy ) Udało się , ale patrząc z perspektywy czasu muszę przyznać , że biorąc Tosię nie postąpiłam za mądrze ... a gdyby się NIE udało ...najbardziej ucierpiałaby Tosia , zamknięta na większość czasu w kuchni a ja mogłabym jej poświęcić 2 godz. zabawy dziennie w czasie snu Adasia ...
Trochę się zafretowałam ;) a tego nie miało być w tym poście.Wpis o Tosi planuję od dawna ale jakoś się zebrać nie mogę .Wpis o Tosi musiałabym zacząć od moich księżniczek Nadzy i Fufci , a mimo , że od ich odejscia upłynął prawie rok , nie jestem jeszcze  gotowa , wciąż odpycham myśli o nich bo jeszcze za bardzo boli :(  Ale kiedyś w końcu zamęczę Was fretkową opowieścią ;)
Buziaki




środa, 18 kwietnia 2012

....

 Niedawno  Jolanna  pokazała na swoim blogu śliczne tabliczki . Zamówiłam je od razu a na drugi dzień okazało się , że owe cudeńka pojawiły się również w miejscowej kwiaciarni .Jako , że Jolanna miała wielu chętnych na tabliczki a wykupiła wszystkie , które  były w sklepie ,  zrezygnowałam ze swojego "przydziału" , kupie je sobie w kwiaciarni. Na razie kupiłam jedynie serduszko do kompletu :)

Na środkowym zdjęciu jest francuska butelka na mleko z gąskami , którą upolowałam niedawno w miejscowej "graciarni".





W drodze z Poznania wstąpiłam na chwilkę do Czacza , przystanek był zupełnie nieplanowany , pogoda okropna , samochód zapakowany po brzegi i ogólnie nie nastawiałam się na zakupy , ale przecież taki drobiazg jak poduchy siedziska zawsze się przydada ;) Nowiuteńkie , w moje ulubione pasy , 2 szt za całe 15 zl :D



Buziaki

niedziela, 8 kwietnia 2012

Radosnych Świąt !!!


Życzę Wam moi mili spokojnych  Świąt ,
przepełnionych radosnymi chwilami w gronie ukochanych osób  :)
Smacznego jajka , mokrego Dyngusa oraz słonecznej pogody do rodzinnych , świątecznych spacerów !
Wesołych Świąt !!!!!!!!!!!!!!!!!!!