Co tu dużo mówić ...kocham majonez :D
Do frytek , sałatek , pieczonych warzyw , do sosów czosnkowych , ziołowych itd. Mówię tu o polskim majonezie , zachodniego nie znoszę , białe Bóg wie co , jakies galaretowate takie , bez smaku i zapachu, a fee. Dla mnie majonezik musi być żółciutki , kremowy...
W polskich sklepach można jeszcze dostać całkiem niezłe smakowo majonezy , choć większość z nich zawiera konserwanty, no i co będziemy się oszukiwać ...daleko im w smaku do domowego majonezu.
Pewnie wiekszość z Was choć raz robiła majonez w domu , ale może przepis przyda się jakiejś początkującej pani domu :)

Uwielbiam majonez i nie przekonują mnie opinie , że jest niezdrowy .
Bo co tu niby niezdrowego , szczególnie w domowym majonezie ? Jedno żółtko ? łyżeczka musztardy? niepodgrzewany olej roślinny z pierwszego tłoczenia ?
W dzisiejszych czasach , gdy z pomocą przychodza nam elektryczne kuchenne przydasie , zrobienie majonezu w domu nie wymaga ani siły , ani zbyt wiele czasu. Do tego celu używam trzepaczki z
blendera , który jest moim najlepszym kuchennym pomocnikiem i służy mi dzielnie od ponad 6 lat.
Majonez z całego jaja mi nie smakuje wiec robię z surowego żółtka . Niektórzy robią z roztartego , ugotowanego żółtka ...próbowałam i tak ale różnicy w smaku nie widzę , a na drugi dzień w majonez traci gładką strukturę , czuć jakby drobniutkie grudki .
Taki domowy majonez przechowywałam w lodówce najdłużej 2 dni , dłużej nie próbowałam .
Jeśli chodzi o składniki :
-najbardziej lubię taki typowo polski majonez , więc używam najzwyklejszej musztardy Delikatesowej (nie zdominuje smaku majonezu)
- jajka , baaardzo swieże , najlepiej ekologiczne lub z wolnego chowu (free range eggs)
- olej rzepakowy z pierwszego tloczenia (UWAGA ! ostatnie badania dowodzą , że olej rzepakowy jest równie zdrowy co oliwa z oliwek :)
Oczywiście możemy eksperymentować zarówno z olejami jak i rodzajami musztardy, dodawać na koniec różne przyprawy i zioła .Czasem używam musztardy miodowej, czasem , gdy chce uzyskać ostrzejszy smak , musztardy Colemans'a lub Dijońskiej.
Następna sprawa to gęstość majonezu - im więcej dolejemy oleju , tym otrzymamy bielszy i gęstszy . Do frytek , kanapek możemy zrobić lżejszy majonez ale do sałatek powinien być bardzo gęsty , żeby po wymieszaniu sałatka nam nie "pływała" ;)

Jeśli chodzi o temperature produktów - dobrze jeśli musztarda i żółtko są w tej samej temp. , olej bez różnicy ( u mnie stoi na blacie a jajko i musztarda jest z lodówki ).
Składniki ubijam robotem ustawionym na najwyższe obroty ale nie turbo.
Jeśli podczas przygotowywania majonez zacznie nam się ważyć (czyli zacznie nam się robić jakby drobna jajecznica) zazwyczaj pomaga zwiększenie prędkości na turbo .
Ręcznie nie robię , mam za słabe ręce do takiego długiego ubijania ;)))
Zrobienie majonezu zajmuje mi góra 5 min.
Proporcje to zawsze 1 płaska łyżeczka musztardy na 1 żółtko .
Porcja z 1 żółtka (widoczna na zdjęciu) to porcja do1 dużej porcji frytek dla osoby baaardzo lubiącej majonez :) lub porcja wystarczająca do małej sałatki ( typu np. puszka tuńczyka , puszka kukurydzy , 4 jajka na twardo , 1 mała cebula)
Oleju ...to już będziecie widzieć :) zależy od konsystencji jaką chcemy uzyskać .
Dobra...zaczynamy :)
1 żółtko
1 płaska łyżeczka musztardy
olej
szczypta soli
odrobina octu winnego lub sok z cytryny
Żółtko i musztarde chwilke miksujemy by skladniki sie połaczyły. Powoli dolewamy olej cienkim strumieniem bądz łyżka po łyżce .Gdy porcja oleju dobrze się połączy dopiero dolewamy następną ...i tak do uzyskania pożądanej konsystencji.
Na koniec solimy i doprawiamy octem lub sokiem z cytryny . Jeśli ocet rozrzedzi nam majonez można znów dolać trochę oleju i zmiksować.
P.S.
Jeśli odstawimy majonez na chwile przed spożyciem , mogą się w nim zrobić białawe plamki ...proszę sie nie bać to tylko sól :)
Powodzenia i smacznego :)

Trochę długi post mi dziś wyszedł :))) Zanudzę Was fotkami i w ogóle hahaha.
Pokażę jeszcze czapę jaką uszyłam .Zwykła taka , nic specjalnego , w sumie to ja nawet polaru nie lubię no ale... potrzebowałam czerwonej czapy dla synka , koniecznie z nausznikami i wiązanej , inne nie mają sensu, no i z pomponem konkretnych rozmiarów miała być :) Szukałam , szukałam i nic mi się nie podobało , albo było bez nauszników.
W końcu postanowiłam iść do mamy i nauczyć się robić na drutach !!!
Już wyjaśniam dlaczego to wyczyn dla mnie wprost heroiczny :)))
1.kiepsko się z mamą dogaduję , a już , żeby mnie czegoś nauczyła i nie skończyło się to krzykami i nerwami ...raczej bez szans (ona nerwus , ja tyż )
2. właśnie nerwus ze ,mnie okropny i o ile do gotowania ,odnawiania mebli i prac ogrodowych mam dużo cierpliwości , do szycia średnio a do szydełkowania i drutów ...zero :(
Pamiętam z dzieciństwa gdy uczyłam się robić na drutach i szydle , gdzieś tam mi to przyjemność ale po pomyleniu drugiego oczka traciłam zimna krew , prułam wszystko w istnym szale , rzucałam drutami i kłebkami o ściane , krzycząc , że nigdy tego gó...
więcej nie tknę.
Ja naprawdę nie wiem dlaczego robótki ręczne potrafia mnie do takich stanów doprowadzać , no wstyd aż ...:(
Poszłam , usiadłam , mama pokazała , ja zaciskałam zęby , żeby znów w szał nie popaść i dziecka nie wystraszyc , kawałek zrobiłam i pełna zapału postanowiłam udać się na poszukiwania odpowiedniej wełny...i na tym koniec :(
Następnego dnia ruszyć ręką nie mogłam .Od dłuższego czasu pobolewała mnie ręka w przegubie, prawa jak na złość . Drutami sobie doprawiłam , jeszcze parę razy w nocy wygięłam rękę i wyłam z bólu . Ścięgno mi się zmasakrowało :((( brzydko mówiąc udupiona jestem :(
Uszyć niby coś tam mogę , ale z cięciem nożyczkami jest cięęęęężko , ciasta zagnieść też nie mogę ,eeee w ogóle wściekła jestem .A miałam tyle planów dekoracyjnych na święta , buuuu...
Lekarze , no co ja Wam mówić będę ..."unieruchomic" ???????? niby jak ???? z prawie 8 kg dzieckiem , z którym jestem sama 24 h na dobe ? szkoda gadać ....
I tak się męczę ponad miesiąc , oczywiście "doprawiając" sobie te rękę co chwila, bo korci mnie żeby cuś porobic.
No i się zaplątałam , wracając do czapki :
z robienia na drutach nici , wić wymyśliłam sobie czapkę ze starego szalika . Za piękna nie jest , ( na szczęście mojemy terroryście we wszystkim ładnie :D ) ale robisię ją raz ,dwa ,trzy i baardzo prosto.
Przymiarka
i w użyciu :) 



Na koniec Ptyś w innej czapie czyli póby przed sesją w świątecznych strojach .
P.S.
Coć mnie strasznie na renifery w tym roku naszło :)
